poniedziałek, 31 grudnia 2018

Overthinking consume me inside

     Pan M. powiedział mi kiedyś słowa, które raz na jakiś czas wracają do mnie, obijając się delikatnie o wszystkie płaty mózgowe.
Siedzieliśmy we dwoje, zmęczeni, spoceni sobą po całym dniu. Słońce dotykało już,czubkiem tego najdłuższego promyczka po prawej, tafli jeziora. Po dłuższej ciszy mówi do mnie - wiesz, zapamiętaj to Wilczku, życie jest za krótkie, żeby pić niedobre wino, nie jeść lodów, ograniczać się w swoich przyjemnościach, marnować czas na ludzi, którzy nie przeskoczyliby dla Ciebie kałuży. Nie traćmy czasu na nieszczęśliwe związki i wszystkie gówniane znajomości.
Powiedział mi to, ale nie do końca rozumiałam skąd u niego takie przemyślenie. Nie ważne - pomyślałam. Cieszę się tą chwilą, która jest. Poprzednie związki i znajomości nauczyły mnie, że nie warto projektować w głowie scenariusze. Dlaczego? Ponieważ to jest autodestrukcyjne. Projektujemy najlepsze dla nas rozwiązania. Skupiamy się na nich, focus`ujemy się nich, wkręcamy. I co z tego wychodzi? Zazwyczaj życie weryfikuje. Okazuje się, że jednak nie jesteśmy nieśmiertelni. Okazuje się, że nasza pewność siebie, która została zaprojektowana, gdzieś pomiędzy ciałem migdałowatym, prawą półkulą mózgu, a hipokampem, jest tylko jednym z wielu szkicy projektu, który jest nietrwały, łatwy do wymazania, narażenia na zmazanie niczym szkic rysowany węglem...
     Od tego ciepłego lipcowego wieczora, kiedy Pan M. powiedział te wówczas niezrozumiałe w tamtej chwili słowa, minęło kilka miesięcy. Pana M. już nie było. Wtedy nabrało to sensu... od tego momentu zmieniło się moje postrzeganie na świat. Nie marnuje czasu na ludzi, którzy wpisują się w definicję "marnowania", jem lody, spełniam wszystkie swoje ad-hoc`owe zachcianki, wierzę w siebie, nie patrzę na to co myślą ludzie.
    Panie M. brakuje mi ciepłego powiewu Twoich słów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz